Blog
13.09.2026Nagrywają, prowokują i publikują fragment. Ofiara może stać się sprawcą
Telefon trzymany kilka centymetrów od twarzy, prowokacyjne pytanie, emocjonalna odpowiedź, a następnie kilkanaście sekund filmu opublikowanego w internecie bez pokazania tego, co wydarzyło się wcześniej. Jeszcze niedawno podobne sytuacje kojarzyły się przede wszystkim z działalnością mediów i osób publicznych. Dzisiaj mogą wydarzyć się podczas zebrania mieszkańców, w zakładzie pracy, w szkole, na uczelni, podczas konfliktu sąsiedzkiego albo zwykłego spotkania na ulicy. W rozmowie poświęconej nagrywaniu bez zgody zwróciłem uwagę na problem, który moim zdaniem będzie narastał: współczesny telefon nie musi być wyłącznie narzędziem dokumentowania rzeczywistości. Może zostać wykorzystany do jej świadomego wykreowania, sprowokowania określonej reakcji, a następnie pokazania odbiorcom tylko takiego fragmentu zdarzenia, który odpowiada narracji autora nagrania.
To właśnie możliwość oderwania kilku sekund filmu od całego kontekstu uważam za jeden z najpoważniejszych problemów związanych ze współczesnym nagrywaniem. Odbiorca widzący w mediach społecznościowych człowieka podnoszącego głos, wypowiadającego ostre słowa albo próbującego zasłonić kamerę zazwyczaj nie wie, co wydarzyło się minutę wcześniej. Nie wie, jakie słowa skierowano do nagrywanej osoby, jak długo trwała prowokacja, czy osoba z telefonem naruszała jej przestrzeń osobistą i czy opublikowany materiał rozpoczyna się rzeczywiście w momencie rozpoczęcia zdarzenia. W świecie, w którym publikacja filmu zajmuje kilka sekund, a odpowiednio zmontowany materiał może błyskawicznie dotrzeć do tysięcy odbiorców, taka przewaga informacyjna może wywołać konsekwencje znacznie szybciej, niż zadziałają tradycyjne instrumenty ochrony prawnej.
Pełna rozmowa, która stała się punktem wyjścia do niniejszego tekstu, jest dostępna także w serwisie YouTube. Podczas wywiadu celowo nie odnosiłem problemu wyłącznie do jednej konkretnej sprawy czy jednego wydarzenia. Znacznie istotniejsze wydaje mi się zjawisko, które może dotyczyć praktycznie każdego: wykorzystanie telefonu nie po to, aby bezstronnie utrwalić przebieg zdarzenia, lecz po to, aby postawić drugiego człowieka w sytuacji presji, wywołać określoną reakcję i dopiero tę reakcję uczynić właściwym materiałem przeznaczonym do publikacji. W takim przypadku pytanie o prawo do nagrywania przestaje być wyłącznie techniczną dyskusją o tym, czy wolno włączyć kamerę. Staje się pytaniem o prywatność, dobra osobiste, ochronę danych, rzetelność materiału oraz granice dopuszczalnej ingerencji w prawa innej osoby.
Czy można nagrywać drugą osobę bez jej zgody?
Na to pytanie bardzo często oczekuje się jednej odpowiedzi: „tak” albo „nie”. Prawo jest jednak bardziej złożone, a w sprawach dotyczących nagrań szczególne znaczenie ma to, kto nagrywa, jaką rozmowę utrwala, w jakim celu to robi, co później dzieje się z nagraniem oraz czy materiał pozostaje w sferze prywatnej, czy zostaje rozpowszechniony. Punktem wyjścia może być art. 267 Kodeksu karnego, który chroni informacje nieprzeznaczone dla osoby uzyskującej do nich dostęp. Przepis obejmuje między innymi sytuacje posługiwania się urządzeniem podsłuchowym lub wizualnym w celu uzyskania informacji, do której dana osoba nie jest uprawniona. Z tego względu zasadniczo inaczej należy ocenić podsłuchiwanie rozmowy prowadzonej przez inne osoby, a inaczej utrwalanie rozmowy, której nagrywający sam jest uczestnikiem i do którego przekazywane informacje są kierowane.
To rozróżnienie znajduje potwierdzenie także w orzecznictwie Sądu Najwyższego. W sprawie o sygn. II CSK 478/15 Sąd Najwyższy wskazywał na różnicę pomiędzy materiałem uzyskanym w wyniku zachowania naruszającego art. 267 k.k. a nagraniem rozmowy, w której uczestniczy sam nagrywający i tym samym legalnie poznaje przekazywaną mu informację. Nie oznacza to jednak, że każde takie nagranie można następnie wykorzystać w dowolny sposób. Sąd zwrócił uwagę, że znaczenie może mieć charakter informacji, sfera prywatności nagrywanego, sposób uzyskania materiału oraz okoliczności rozmowy. Co szczególnie ważne w kontekście opisywanego przeze mnie problemu, Sąd Najwyższy w swoim orzecznictwie wskazywał również, że przy ocenie nagrań należy brać pod uwagę możliwość prowokowania rozmówcy, sugerowania mu określonych odpowiedzi oraz wpływania przez nagrywającego na przebieg rozmowy.
Nagranie może być prawdziwe, a mimo to przedstawiać nieprawdziwy obraz sytuacji
Ten ostatni element zasługuje na szczególne podkreślenie. Manipulacja nie musi oznaczać technicznego sfałszowania pliku, wygenerowania deepfake’a ani zmiany wypowiedzianych słów. Można nagrać prawdziwe zdanie, prawdziwą reakcję i prawdziwego człowieka, a następnie – poprzez sposób zadania pytania, wcześniejszą prowokację albo odpowiedni montaż – stworzyć przekaz całkowicie odmienny od rzeczywistego przebiegu zdarzenia. Sąd Najwyższy zwracał uwagę właśnie na takie „sytuacyjne” manipulowanie nagraniem: osoba prowadząca rozmowę może pokierować nią w taki sposób, aby uzyskać wypowiedź zgodną z własnym interesem, a późniejsza ocena materiału wymaga uwzględnienia szerszego kontekstu, a nie tylko wyizolowanego fragmentu. Z punktu widzenia dzisiejszych mediów społecznościowych jest to obserwacja szczególnie aktualna, ponieważ kilkunastosekundowy film bardzo często zaczyna funkcjonować samodzielnie, bez dostępu odbiorców do całej rozmowy.
W wywiadzie posłużyliśmy się celowo przerysowanymi przykładami, aby pokazać mechanizm takiej manipulacji. Jeżeli w trakcie godzinnej rozmowy ekspert raz odpowie „nie wiem”, możliwość montażu pozwala teoretycznie zestawić tę odpowiedź z szeregiem zupełnie innych pytań i stworzyć obraz osoby, która nie potrafi odpowiedzieć na żadne z nich. Technologia pozwala dziś zrobić znacznie więcej: można zmienić kolejność materiału, wyciąć poprzedzające wypowiedź pytanie, dodać napis sugerujący odbiorcy określoną interpretację, a wraz z rozwojem narzędzi wykorzystujących sztuczną inteligencję ingerencja w obraz i dźwięk staje się coraz łatwiejsza. Dlatego w przypadku kontrowersyjnego nagrania samo pytanie „czy ten człowiek rzeczywiście wypowiedział te słowa?” może być niewystarczające. Równie ważne jest pytanie: „w odpowiedzi na co je wypowiedział i co wydarzyło się wcześniej?”.
Ochrona danych osobowych i art. 107 ustawy
Podczas rozmowy zwróciłem również uwagę na art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych. Przepis ten przewiduje odpowiedzialność karną osoby, która przetwarza dane osobowe, mimo że ich przetwarzanie nie jest dopuszczalne albo nie jest do niego uprawniona. W podstawowym typie czynu ustawodawca przewiduje grzywnę, karę ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do dwóch lat, natomiast w odniesieniu do wskazanych w ustawie kategorii danych szczególnie chronionych zagrożenie karą może wynosić do trzech lat. Nagranie człowieka może zawierać dane pozwalające na jego identyfikację – w szczególności wizerunek, głos oraz informacje ujawniane podczas rozmowy – dlatego aspekt ochrony danych osobowych nie powinien być przy analizie podobnych przypadków pomijany.
W tym miejscu potrzebne jest jednak ważne zastrzeżenie, szczególnie dlatego, że mamy do czynienia z materią wymagającą precyzyjnej informacji prawnej. Samo oświadczenie „nie wyrażam zgody na nagrywanie” nie powoduje automatycznie, że każda dalsza rejestracja staje się przestępstwem z art. 107 ustawy o ochronie danych osobowych. Zgoda jest jedną z podstaw legalizujących przetwarzanie danych przewidzianych przez RODO, ale nie jest podstawą jedyną. Ponadto art. 2 ust. 2 lit. c RODO wyłącza z zakresu rozporządzenia przetwarzanie prowadzone przez osobę fizyczną w ramach czynności o czysto osobistym lub domowym charakterze. Wyjątek ten nie może być jednak rozszerzany bez ograniczeń. Europejskie i krajowe organy ochrony danych wskazują, że publikowanie danych w internecie w taki sposób, że stają się dostępne dla nieograniczonego kręgu osób, może wykraczać poza sferę czysto osobistą lub domową. Dlatego nagranie zapisane dla własnych potrzeb i film świadomie rozpowszechniony publicznie to z punktu widzenia prawa dwie sytuacje wymagające odrębnej oceny.
„Nie wyrażam zgody” nie jest zaklęciem, ale może mieć znaczenie
Z tego samego powodu nie chciałbym, aby z rozmowy wyciągano zbyt daleko idący wniosek, że wypowiedzenie słów „nie wyrażam zgody” automatycznie rozwiązuje problem prawny. Takie oświadczenie ma jednak praktyczne znaczenie. Pokazuje jednoznacznie stanowisko osoby nagrywanej, dokumentuje jej sprzeciw wobec sposobu prowadzenia rejestracji i może mieć znaczenie dla późniejszej oceny zachowania nagrywającego, zwłaszcza jeżeli pomimo wyraźnego sprzeciwu nadal podąża on za daną osobą, zbliża telefon do jej twarzy, kontynuuje prowokacyjne pytania lub ingeruje w jej prywatność. Jeżeli sytuacja ma miejsce podczas formalnego zebrania, walnego zgromadzenia czy innego protokołowanego spotkania, warto rozważyć zgłoszenie sprzeciwu również do protokołu, aby nie pozostał jedynie ustnym oświadczeniem dwóch skonfliktowanych ze sobą osób.
Jednocześnie nie każdy przypadek rejestrowania drugiego człowieka będzie bezprawny. Istnieją sytuacje, w których nagranie służy ochronie uzasadnionego interesu, dokumentowaniu zdarzenia, zabezpieczeniu dowodu czy realizacji prawa do informacji. Znaczenie może mieć również działalność dziennikarska, wolność wypowiedzi i interes publiczny. Właśnie dlatego ocena prawna musi dotyczyć całego zdarzenia, a nie pojedynczego hasła. Inaczej ocenia się przypadkowe nagranie uczestnika dużego wydarzenia, inaczej udokumentowanie agresywnego zachowania, a jeszcze inaczej sytuację, w której osoba z telefonem świadomie poszukuje konfliktu, wchodzi w przestrzeń drugiego człowieka i próbuje uzyskać reakcję, która później zostanie wykorzystana przeciwko nagrywanemu.
Publikacja nagrania to odrębny etap i odrębne ryzyko prawne
W dyskusjach o nagrywaniu często miesza się ze sobą dwie różne czynności: samo utrwalenie obrazu oraz późniejsze jego rozpowszechnienie. Tymczasem nawet jeżeli w określonych okolicznościach samo powstanie nagrania nie prowadzi do odpowiedzialności karnej, nie oznacza to jeszcze swobody jego publicznego wykorzystania. Art. 81 ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych ustanawia zasadę, zgodnie z którą rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej, przewidując równocześnie określone wyjątki. Zgoda nie jest potrzebna między innymi wtedy, gdy chodzi o osobę powszechnie znaną, której wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, a także wówczas, gdy dana osoba stanowi jedynie szczegół większej całości, takiej jak zgromadzenie, krajobraz czy publiczna impreza.
W praktyce oznacza to, że sam argument „przecież byliśmy w miejscu publicznym” nie kończy analizy prawnej. Przechodzień widoczny przypadkowo w tle filmu znajduje się w innej sytuacji niż człowiek, którego nagrywający wybiera na głównego bohatera materiału, kieruje bezpośrednio na niego kamerę, inicjuje z nim konfrontację, a później publikuje jego reakcję jako zasadniczą treść nagrania. W konkretnych okolicznościach znaczenie mogą mieć również przepisy o ochronie dóbr osobistych. Zgodnie z art. 23 i 24 Kodeksu cywilnego ochronie podlegają między innymi wizerunek i cześć człowieka, a osoba, której dobro osobiste zostaje zagrożone lub naruszone, może – jeżeli działanie ma charakter bezprawny – żądać między innymi jego zaniechania i usunięcia skutków naruszenia, a w przypadkach przewidzianych przez prawo również dochodzić roszczeń majątkowych.
Najgorszą odpowiedzią na prowokację może być fizyczna reakcja
Jednym z najważniejszych praktycznych wniosków, które starałem się przekazać podczas rozmowy, jest konieczność powstrzymania pierwszego odruchu. Jeżeli ktoś podchodzi z telefonem, kieruje kamerę w naszą stronę, zaczyna zadawać agresywne pytania albo przekracza granice naszej przestrzeni osobistej, naturalną reakcją może być próba zasłonięcia obiektywu, odsunięcia urządzenia albo jego wytrącenia. Tego właśnie należy unikać. Kilka sekund fizycznej reakcji może później zostać wyciętych z całego zdarzenia i przedstawionych jako samodzielny „dowód” agresji osoby nagranej. Wtedy człowiek, który w swoim przekonaniu bronił się przed prowokacją, może zostać pokazany jako ten, który zaatakował.
„Później ofiara może stać się sprawcą”.
Dlatego bezpieczniejszym zachowaniem jest przede wszystkim zachowanie możliwie dużego spokoju, jednoznaczne wyrażenie swojego sprzeciwu i niewchodzenie w dyskusję, której jedynym celem wydaje się wywołanie emocjonalnej odpowiedzi. Jeżeli sytuacja zaczyna mieć charakter rzeczywistego nękania, pojawiają się groźby, agresja albo zachowanie drugiej osoby istotnie ingeruje w prywatność, należy rozważyć zawiadomienie Policji i zabezpieczenie dostępnych źródeł dowodowych. Sam fakt, że ktoś skierował w naszą stronę telefon, nie oznacza automatycznie podstawy do policyjnej interwencji ani popełnienia przestępstwa. Inaczej może jednak wyglądać ocena powtarzającego się zachowania, podążania za człowiekiem, uporczywego nagrywania czy innych działań, które w określonych okolicznościach mogą zostać ocenione również w świetle art. 190a Kodeksu karnego dotyczącego uporczywego nękania i istotnego naruszenia prywatności.
Czy osoba prowokowana może sama zacząć nagrywać?
To jeden z najbardziej interesujących problemów praktycznych, który pojawił się w rozmowie. Skoro osoba z telefonem może później opublikować jedynie wybrany fragment zajścia, naturalną potrzebą osoby prowokowanej jest zabezpieczenie własnego, pełnego zapisu. W tym zakresie warto doprecyzować wniosek płynący z wywiadu. Z punktu widzenia art. 267 Kodeksu karnego zasadnicze znaczenie ma to, czy nagrywający uzyskuje informację, do której jest uprawniony. Jeżeli sam uczestniczy w rozmowie, sytuacja różni się od podsłuchiwania rozmowy osób trzecich. Sąd Najwyższy dopuszczał w swoim orzecznictwie wykorzystywanie nagrań rozmów utrwalonych przez jednego z ich uczestników, jednocześnie podkreślając konieczność szczególnie wnikliwej oceny takich materiałów pod kątem autentyczności, kontekstu i możliwej prowokacji.
Nie znaczy to jednak, że osoba broniąca się otrzymuje automatycznie nieograniczone prawo do późniejszego rozpowszechniania nagrania. Czym innym jest utrwalenie całego zdarzenia w celu zabezpieczenia materiału dowodowego, a czym innym opublikowanie go w mediach społecznościowych. W tym drugim przypadku ponownie mogą pojawić się kwestie ochrony danych osobowych, wizerunku, prywatności i innych dóbr osobistych. Właśnie dlatego uważam, że ustawodawca powinien przyglądać się temu problemowi nie tylko z perspektywy nowych technologii, lecz przede wszystkim z perspektywy człowieka postawionego w sytuacji cyfrowej prowokacji. Obywatel powinien możliwie jasno wiedzieć, jak może zabezpieczyć dowód zachowania skierowanego przeciwko niemu, nie obawiając się równocześnie, że sam przekroczy granice prawa.
Prawo reaguje wolniej niż internet
Największy problem polega jednak na czasie. Postępowanie cywilne, karne czy dotyczące ochrony danych osobowych wymaga ustalenia okoliczności, zebrania materiału i dokonania oceny prawnej. Internet nie potrzebuje żadnej z tych rzeczy. Kilkunastosekundowy film może zostać udostępniony setki razy w ciągu godziny, a komentarze pod nim mogą stworzyć społeczną ocenę człowieka jeszcze zanim pojawi się jego wersja wydarzeń. Zwracałem podczas rozmowy uwagę, że nawet skuteczna późniejsza reakcja prawna może nie cofnąć wszystkich następstw pierwszej publikacji. Człowiek może utracić reputację, relacje zawodowe albo zostać poddany masowej krytyce na podstawie materiału, którego odbiorcy nigdy nie zobaczyli w pełnym kontekście.
„Co z tego, że zgłosimy takie naruszenie, jeżeli efekt, skutek zostanie już osiągnięty”.
Do tego dochodzą możliwości współczesnych narzędzi cyfrowych. Montaż, który kiedyś wymagał odpowiedniego sprzętu i wiedzy, może być dziś wykonany na telefonie, natomiast narzędzia generatywnej sztucznej inteligencji pozwalają coraz łatwiej ingerować nie tylko w kolejność fragmentów, lecz również w sam obraz i dźwięk. Z perspektywy ochrony praw jednostki oznacza to konieczność coraz większej ostrożności zarówno po stronie osób nagrywanych, jak i odbiorców. Nie każde nagranie jest dowodem pełnego przebiegu zdarzenia, nie każdy prawdziwy fragment pokazuje prawdziwy kontekst, a liczba udostępnień nie stanowi potwierdzenia prawdziwości narracji dołączonej do filmu.
Nie chodzi o zakaz nagrywania. Chodzi o granice
Nie postuluję zakazu używania telefonów ani przyjęcia zasady, zgodnie z którą człowieka w przestrzeni publicznej nigdy nie wolno nagrać. Byłoby to rozwiązanie zarówno nierealistyczne, jak i niewłaściwe. Nagrania mogą ujawniać przestępstwa, dokumentować nieprawidłowości, chronić ofiary, stanowić dowód w postępowaniu i służyć realizacji ważnego interesu publicznego. Technologia, która umożliwiła każdemu z nas posiadanie kamery w kieszeni, przyniosła ogromne korzyści. Problem rozpoczyna się wtedy, gdy kamera przestaje dokumentować zastaną rzeczywistość, a staje się elementem zaplanowanej prowokacji mającej tę rzeczywistość wytworzyć.
Dlatego przed oceną kolejnego krótkiego filmu, który gwałtownie zdobywa popularność w internecie, warto zatrzymać się nie tylko nad tym, co widać na ekranie, ale również nad tym, czego na nim nie ma. Czy oglądamy całe zdarzenie? Czy znamy jego początek? Czy osoba nagrywająca sama sprowokowała reakcję? Czy materiał zachował ciągłość? Czy publikacja służyła ochronie uzasadnionego interesu, czy raczej publicznemu napiętnowaniu konkretnego człowieka? W epoce, w której pojedynczy smartfon pozwala jednocześnie nagrywać, montować i rozpowszechniać treści, właśnie te pytania stają się coraz ważniejsze. Prawo pozostaje jednym z instrumentów ochrony, ale równie istotna staje się świadomość odbiorcy, że kilka sekund obrazu nie zawsze pokazuje całą prawdę.
Stan prawny: 11 września 2026 r. Niniejszy materiał ma charakter informacyjny i omawia problem prawny w sposób ogólny. Ocena konkretnego przypadku wymaga uwzględnienia wszystkich okoliczności faktycznych, w szczególności sposobu uzyskania nagrania, celu jego wykonania, statusu osób uczestniczących w zdarzeniu, treści materiału oraz sposobu i zakresu jego późniejszego wykorzystania.
cofnij


